Imigranci w Belgii. "Pani Furia" Grażyny Plebanek

Dla Belgów temat kolonii to wstydliwa sprawa, wciąż żyją ci, którzy pamiętają walki w Kongo. Belgia nie była na tak dużą liczbę imigrantów przygotowana, a w przeszłości popełniono wiele błędów w edukacji czy próbach integracji, i dziś to widać. Imigranci mają prawo czuć się sfrustrowani - mówi pisarka Grażyna Plebanek. Właśnie ukazała się jej nowa książka „Pani Furia" o relacjach przybyszy z Afryki z mieszkańcami Brukseli. (wywiad w Newsweeku)

Paula Szewczyk: Skąd wywodzą się mieszkający w Belgii imigranci?

W samej Brukseli ponad połowa mieszkańców ma inne korzenie niż belgijskie, z czego największą grupę stanowią Francuzi, Włosi, Marokańczycy i Polacy. Kongijczyków jest o połowę mniej niż Polaków. Czarnoskórych jest w Belgii multum - w naszych głowach! Ale to nieprawda, choćby w porównaniu z Francją, gdzie mieszkają też imigranci z Senegalu i Algierii, a ustawa o łączeniu rodzin weszła w życie wcześniej niż w Belgii. Z kolei wyznawców islamu w Belgii jest raptem 7 proc., podaję tę liczbę celowo, bo ze względu na terroryzm kwestię islamu bardzo się rozdmuchuje.

Podział na lokalnych i przybyszy jest w Belgii bardzo skomplikowany?

Zdecydowanie, bo mamy tu do czynienia z trzema warstwami ludności: są Belgowie biali, Belgowie niebiali, czyli właśnie imigranci z Maroka czy Konga, i warstwa najświeższa, czyli uchodźcy. Sytuacja zupełnie inna niż w Polsce, bo gdyby tu nawet przybyli uchodźcy, nie byłoby między nimi a Polakami stopnia pośredniego. W Belgii jest to o tyle ważne, że część imigrantów ma belgijskie obywatelstwo, to dzieci rodzin sprowadzonych do pracy z Włoch i krajów Maghrebu. Są urodzeni w Belgii, chcieliby się uważać za Belgów, ale bardzo często nie mogą. Dotykają ich zranienia w systemie edukacji i na rynku pracy, nie czują, że mają tu swoje miejsce. Poza tym dochodzi problem sekularyzacji i laickości Belgii; młodym, zresztą nie tylko pochodzenia arabskiego, ten brak duchowości przeszkadza. Dlatego mają poczucie wyobcowania, rodzi się w nich frustracja, więc część z nich łatwo daje się zradykalizować.

Czy stosunek Belgów do imigrantów w ostatnich dekadach bardzo się zmienił?

Wśród „czystych" Belgów czuje się podskórny rasizm, myślę głównie o generacji 60-latków i starszych, ale to „naturalne"; to taki rasizm, który się „wysysa z mlekiem matki". Oni rzeczywiście mają problem z uznaniem Belgów o innych korzeniach za „swoich". Moje pokolenie jest już dużo bardziej świadome tych uwarunkowań. I jest jeszcze grupa Belgów-rasistów niewyedukowanych, niemających wiedzy, ale tacy zawsze będą, tak jak i w Polsce, i w innych krajach. Po zamachach zmieniło się tyle, że widziałam, iż ludzie mają odruch stresu, ale generalnie ulica reaguje bardzo pozytywnie: po zamachach odbywały się marsze, zgromadzenia w centrum miast, ludzie się nie bali, manifestowali swoją jedność z imigrantami i niebiałymi mieszkańcami Belgii.

O królu Leopoldzie II mówi się, że był podróżnikiem i eksploratorem, a o tym, że skolonizował Kongo w brutalny sposób, a miliony ludzie zginęło - już nie. Edukacja zupełnie nie radzi sobie z tym tematem

W belgijskich szkołach uczy się o wstydliwym epizodzie kolonizowania Afryki?

Zupełnie nie. Ten okres z historii Belgii zamieciony jest pod dywany. O królu Leopoldzie II mówi się, że był podróżnikiem i eksploratorem, a o tym, że skolonizował Kongo w brutalny sposób, a miliony ludzie zginęło - już nie. Szacuje się, że za jego rządów zginęło od 8 do 10 milinów Kongijczyków, ucinanie im rąk za niedostarczanie kauczuku było normą, jest to udowodnione i udokumentowane. Ale edukacja zupełnie sobie z tym nie radzi. Dlatego w „Pani Furii" opisuję frustrację czarnoskórego człowieka, który idzie do szkoły i uczy się o swoich przodkach tylko w kontekście niewolnictwa.

W Belgach urodziło się, czy odezwało niewyartykułowane poczucie winy?

Tak, dla nich to wstydliwa sprawa, wciąż żyją przecież dziadkowie czy wujkowie, którzy pamiętają Kongo jako kolonię. Nie sądzę, żeby ten temat był między Belgami omawiany, nie słyszy się o tym w prywatnych rozmowach. Belgia przede wszystkim nie była na imigrantów przygotowana, popełniono w przeszłości wiele błędów i niedopatrzeń, choćby w edukacji czy integracji, i dziś właśnie to widać. Choć to się zmienia, wśród Belgów pojawiło się myślenie o ludziach, którzy są tu 40, 50 lat; wyciągają wnioski. Przybywa też aktywistów starających się zmieniać podpisy pod pomnikami, przecież w Brukseli są pomniki i parki na cześć króla Leopolda, bez żadnych wyjaśnień, czego Leopold dopuścił się w przeszłości.

Alia z „Pani Furii”, prawdopodobnie pierwsza czarnoskóra bohaterka w polskiej literaturze, kojarzy się z początku z osobą dyskryminowaną. Odwracasz ten porządek, w książce to ona zmienia się w oprawczynię?

Zaczęłam pisać książkę 2 lata temu, jeszcze przed zamachami, ale czuć było, że napięcie narasta. Sam pomysł wziął się z notatki prasowej, która wpadła mi w ręce. Opisywała grupę kilkunastu policjantów i policjantek, którzy dopuszczali się pobić ludzi mieszkających w Brukseli, a niemających papierów na pobyt. Wyobraziłam sobie bohaterkę jako białą kobietę bijącą kolorowych, ale pomyślałam, że to klisza. Zmieniłam plan i wybrałam taką, która teoretycznie jest ofiarą, bo jest kobietą i w dodatku czarną, a to w społeczeństwie europejskim podwójne obciążenie. Chciałam opisać frustrację, która mogła w niej narastać, pokazać, skąd bierze się agresja. I nagle okazało się, że „Pani Furia” jest niezwykle aktualna.

Opisuję frustrację czarnoskórego człowieka, który idzie do szkoły i uczy się o swoich przodkach tylko w kontekście niewolnictwa.

Ciemnoskórzy rzeczywiście mają prawo czuć się sfrustrowani?

To kwestia zranień i pewnej empatii. Polacy w Brukseli mogą przejść spokojnie ulicami i dopóki się nie odezwą, nie czują się obco, nie spotykają się z dyskryminacją w tym pierwszym odruchu. A ciemnoskórzy niestety tak. Dzieci początkowo nie zwracają uwagi na swój kolor skóry, ale nagle same zaczynają dostrzegać, że są traktowane inaczej. Obserwują to, zauważają i wtedy zaczynają się ich problemy.

Kiedyś czarnoskórzy bali się białych, teraz my drżymy przed Obcymi?

Tak jest, historia zatoczyła tu koło. Pamiętam, że Kapuściński pisał, że musimy omawiać i dyskutować kwestie Afryki, jej relacje z Europą, bo jesteśmy szalenie europocentryczni, nie myślimy o tym, co tam się dzieje. I przez to niemyślenie, przez eksploatowanie Afryki, ta nasza relacja z nią jest dziś bardzo niesprawiedliwa.

fot. Stephan Vanfleteren