Z czułością i precyzją

Magdalena Talik, www.kulturaonline.pl

 

„Nielegalne związki” to bardzo seksowna książka…

To dla mnie komplement. W Polsce brakuje książek, które podejmują temat ciała. A przecież w międzywojniu wątek cielesności interesował pisarzy, Zapolska, Gojawiczyńska pisały o tym odważnie, podobnie Nałkowska. Po wojnie w tej sferze nastało tabu. Mnie ten temat zajmuje od początku, od debiutu „Pudełkiem ze szpilkami", przez „Dziewczyny z Portofino", po „Przystupę". Przedstawiałam ciała dorastające, zmieniające się w ciąży, ciała czasem zmęczone, zbolałe. Teraz opisałam ciało szczęśliwe. Myślę, że warto odczarować język ciała w literaturze, bo język literacki nie radzi sobie z tą materią.

To zwłaszcza dotyczy pisarzy, którzy popadają albo w wulgarny dyskurs, albo piszą o seksie w sposób banalny

Ale tu dotykamy zupełnie innej sfery. Pisarzami rządzi język i kultura. W świadomości pisarzy pokutuje przekonanie, że mężczyźni biorą, a kobiety mogą dać lub nie. Jednak zobaczmy, że na przestrzeni kilku ostatnich lat ta sytuacja się zmienia - mamy związki partnerskie, równość. Do pisarzy ten fakt dociera z trudem, wciąż operują hemingwayowskim maczyzmem w pisaniu o seksie. A to czysty... seksizm.

Akcja „Związków” toczy się w Brukseli, w środowisku międzynarodowym. Na ile kluczowa okazała się dla pani ta przestrzeń

Bruksela jest bardzo zmysłowym miastem. Wielokulturowość jest tu wręcz fizjologiczna, mięsista. Idąc ulicą, widzi się Belgów, ale i urzędników UE czy emigrantów z Maroka - czasami są tak egzotyczni, że nie sposób się za niektórymi nie obejrzeć. W Brukseli zresztą, co ciekawe, ludzie się zauważają, są zafascynowani innością. Poza tym Belgowie są bardzo otwarci, nie są wrogo nastawieni do obcych. Moi znajomi pochodzą z Flandrii, Walonii, Konga, Jamajki. Historie, które opowiadają poszerzają moją wrażliwość, ale i zmysłową wiedzę o świecie. Warszawa jest moim miastem, tu przez wiele lat mieszkałam, ale kiedy przyjeżdżam do Polski, bez problemu odkodowuję ludzi - słyszę ton, intonację, widzę chód i już wiem, kim dany człowiek jest. W Brukseli to nie jest dla mnie oczywiste, dlatego to takie świeże i inspirujące.


Z kolei spojrzenie na świat oczami mężczyzny, bo z takiej perspektywy opowiadam historię w „Nielegalnych związkach", odzwierciedla to, na jakim etapie mojego życia jestem. To ten moment, kiedy czuję się dobrze w roli życiowej, w której jestem - kobiety, matki, partnerki życiowej, córki. Ale świat widziany oczami mężczyzny bardzo mnie ciekawił. W pewnym momencie zauważyłam, że mężczyźni nie mają zbyt wiele wspólnego ze stereotypem, który w sobie na ich temat nosiłam. W Belgii dodatkowo ciekawe jest to, że mamy do czynienia ze zmianą pokoleniową - mężczyźni są już synami feministek, a nie ich partnerami. W większości to moi rówieśnicy. Są bardziej czuli, otwarci na mówienie o uczuciach. Wcześniej nie podejrzewałabym o to mężczyzn. Już dawno znalazłam w sobie stronę kobiecą, teraz doszłam do etapu odnalezienia męskiej. Zakładam, że to podstawa harmonijnego rozwoju każdego człowieka.

Polski mężczyzna nie umie i nie chce mówić o uczuciach.

Tak, ale dzieje się tak z prostej przyczyny - nikt go tego nie nauczył, nie pokazał. Myślę, że moi rówieśnicy w Belgii są w o tyle lepszej sytuacji, że mają już tę umiejętność. Teraz my, polscy rodzice, mamy zadanie, by tego nauczyć nasze dzieci. Żeby miały lepiej, łatwiej

A moi rówieśnicy dopiero się uczą mówienia o uczuciach….

Maczyzm, z którym stykamy się w Polsce, wyklucza mówienie o emocjach, uznając je za niemęskie. Ale jest też pewien krok naprzód. Zauważyłam, że mężczyźni w Polsce pozwalają sobie na przeżywanie uczuć. Chociaż nadal o nich nie mówią. Dlatego dużo łatwiej jest mi rozmawiać o uczuciach z moimi kolegami z Belgii

W podobnym świetle pokazała Pani też przyjaźń Stefana z Jonathanem. Brakuje jej emocjonalnego sedna, które przecież stanowi o relacjach kobiet

Zauważyłam, że mężczyźni mogą się bardzo przyjaźnić, ale stopień ich emocjonalnego porozumienia jest czasem niewielki. Stefan jest zupełnie inny od Jonathana - czasami ma się wrażenie, że rozmawiają o różnych rzeczach. Jonathan jest „tknięty" zachodem, bo wiele lat przebywał poza Polską. Inaczej niż Stefan, dlatego czasami się mijają. To, co dla Jonathana jest ważne, Stefan zbywa milczeniem, ze strachu, że będzie musiał grzebać się w uczuciach. Uznaje, że to niemęskie. Zresztą często mam wrażenie, że tzw. męskie wypady są właśnie takie - mężczyźni się niby komunikują, ale nie do końca się rozumieją.

Stefan w pewnym momencie wyznaje Jonathanowi, że zamiast być ze swoja nudną żoną, mógł sobie wyrwać fajniejszą laskę. Ilu mężczyzn jest w stanie wypowiedzieć takie zdanie głośno? Stefan odsłania się przed przyjacielem na siłowni…

Stefan cały czas ma poczucie, że może za rogiem czai się coś lepszego. Dlatego tak kompulsywnie i w sumie rozpaczliwie oddaje się zdradom. Niby szuka, ale nawet gdyby znalazł, to i tak nie zostawiłby tego, co ma... Jonathan mówi, że Stefan jest sam swoją „drugą połową".

Jonathan, planując spotkania z kochanką, wykonuje ekwilibrystykę typową dla zdradzających. Pani pokazała niejako anatomię zdrady. Skąd pani czerpała wiedzę praktyczną?

Za pozwoleniem moich znajomych wykorzystywałam konkretne sytuacje, dlatego opisane są tu po części prawdziwe zachowania. A z czego bierze się zdrada? Z konfrontacji naszej roli społecznej z naszymi pragnieniami. Fascynuje mnie to, co dzieje się, kiedy do człowieka dochodzi, że odwalił już dla społeczeństwa swoje. Ożenił, się, ma dzieci. Ma pracę. Jak wszyscy. A potem docierają do niego prawdziwie pragnienia. Wyślizguje się ze swoich kostiumów i nagle się okazuje, że nie ma ochoty na swoją żonę, ale na kogoś innego. Co wtedy? Czy mamy iść za ciałem? Czy za wartościami, których uczy nas społeczeństwo?
Pokazuję zdradę również z perspektywy osoby zdradzonej. Maggie do końca nie wie, co i kiedy robi jej mąż. Nie może go do końca być pewna, mimo że ten świetnie sprawdza się w roli ojca i faceta prowadzącego dom, ma świetny kontrakt z dziećmi. Maggie też zresztą miała romans. Ona nie jest stereotypową, zeszłowieczną żoną, to współczesna kobieta, to ona głównie utrzymuje rodzinę. I ma świadomość, że związki partnerskie muszą sobie poradzić ze zdradą. Ale jak? Te pytania są stare, a jednocześnie nowe, bo nowa jest sytuacja. Przecież na naszych oczach zmieniają się modele relacji damsko-męskich.

Pani nie oceniania i nie osądza swoich bohaterów. Podobnie jak Milan Kundera, który dla swoich postaci jest jeśli nie łagodny, to na pewno wyrozumiały. W „Niewiedzy” pisze przecież o Josefie, który przespał się ze spragnioną miłości Miladą, że on nie szukał kochanki, tylko siostry.

Cenię pisarstwo Kundery i Nabokova właśnie za czułość i precyzję, z jaką opisują swoich bohaterów. W ich twórczości ważkie jest też zjawisko emigracji. Jednak dziś ten problem wygląda inaczej: w Europie zanika zjawisko emigracji i emigranta rozumiane w zeszłowiecznych kategoriach. Dziś wybieramy sobie kraj, w którym chcemy mieszkać, zwykle ze świadomością tego, że mamy dokąd wrócić. Mieszkam już w trzecim kraju i nie mam pokus, by porównywać je sobą, oceniając: to jest lepsze tu, a tamto tam. Po prostu akceptuję inność. Dzięki temu zyskałam niejako potrójną tożsamość. I wiem, że jeśli osiedlę się w czwartym kraju, to i tam będę miała przyjaciół. U Kundery emigracja jest stygmatem, ostatecznie determinuje losy bohaterów. Wielu bohaterów Kundery nie jest w stanie się odnaleźć w nowej rzeczywistości, bo ich kraj był ich żywiołem, poza nim jakoś wysychają. Kundera jest mi bliski pod względem psychologii postaci, ale nie ujmowania problemu wyjazdu z kraju jako traumy. Dziś to historyczna perspektywa, mamy inne czasy.

fot. Stephan Vanfleteren