Imigranci w Belgii. "Pani Furia" Grażyny Plebanek

Dla Belgów temat kolonii to wstydliwa sprawa, wciąż żyją ci, którzy pamiętają walki w Kongo. Belgia nie była na tak dużą liczbę imigrantów przygotowana, a w przeszłości popełniono wiele błędów w edukacji czy próbach integracji, i dziś to widać. Imigranci mają prawo czuć się sfrustrowani - mówi pisarka Grażyna Plebanek. Właśnie ukazała się jej nowa książka „Pani Furia" o relacjach przybyszy z Afryki z mieszkańcami Brukseli. (wywiad w Newsweeku)

Paula Szewczyk: Skąd wywodzą się mieszkający w Belgii imigranci?

W samej Brukseli ponad połowa mieszkańców ma inne korzenie niż belgijskie, z czego największą grupę stanowią Francuzi, Włosi, Marokańczycy i Polacy. Kongijczyków jest o połowę mniej niż Polaków. Czarnoskórych jest w Belgii multum - w naszych głowach! Ale to nieprawda, choćby w porównaniu z Francją, gdzie mieszkają też imigranci z Senegalu i Algierii, a ustawa o łączeniu rodzin weszła w życie wcześniej niż w Belgii. Z kolei wyznawców islamu w Belgii jest raptem 7 proc., podaję tę liczbę celowo, bo ze względu na terroryzm kwestię islamu bardzo się rozdmuchuje.

>>>

Pisanie jest jak Walka

Nie porzuciłam Polski, jestem na bieżąco w sprawach polskich i belgijskich. Teraz tak się da. Ta podwójność mnie inspiruje. Z Grażyną Plebanek, autorką książki "Bokserka", rozmawia Damian Gajda.

Damian Gajda: Bohaterka twojej nowej książki, "Bokserka", wyjeżdża z Polski za kolejną miłością. Zupełnie jak ty kilkanaście lat temu.

To prawda, ale zarówno dla Lu jak i dla mnie ten wyjazd był tak naprawdę poszukiwaniem siebie. Z dala od znanej rzeczywistości, Lu, bohaterka "Bokserki", definiuje się na nowo. Szuka trochę po omacku, pakuje się w dziwne sytuacje. Formę dla tych poszukiwań pozwala jej znaleźć przyjaźń z dziewczyną, Belgijką kongijskiego pochodzenia. Staje się nie tylko przyjaciółką Lu, ale i jej sportową mentorką.

>>>

Wywiad z okazji uczestnictwa w Międzynarodowym Festiwalu Literackim (IFOA) w Toronto, październik 2013

Zobacz wywiad

Cieszą mnie rumieńce czytelników

Damian Gajda, Onet.pl, maj 2010

Grażyna Plebanek to Pani pseudonim artystyczny?

Tak. Plebanek to moje terytorium pisarskie w sensie symbolicznym. Pochodzi od nazwy lasu, który odziedziczyłam po babci. Teraz już tak się ze mną skleiło, że nawet znajomi kojarzą mnie bardziej jako Grażynę Plebanek niż wiążą z nazwiskiem, które mam w dowodzie. Więc pewnie je kiedyś zmienię i oficjalnie. Tym bardziej, ze wybrałam je sama, a nie "dostałam" po rodzinie ojca czy męża. Tradycja przypisywania kobiet do nazwisk rodzin reprezentowanych przez mężczyzn jest mi nie w smak.

 

 

>>>

Agnieszka Drotkiewicz rozmawia z Grażyną Plebanek o jej brukselskiej karierze i

Agnieszka Drotkiewicz,

Lampa, maj 2010

Wzięłaś udział w międzynarodowym projekcie dotyczącym artystów nie-belgijskich, mieszkających i tworzących w Brukseli, twoje zdjęcie będzie przez 10 lat wisiało na jednej z brukselskich stacji metra, opowiedz o tym.

No widzisz, takie rzeczy zdarzają się w Brukseli! Miasto, gdzie żyją ludzie tylu różnych narodowości, pięknie podkreśla tę swoją wyjątkową cechę, dlatego powstał projekt, by jedną z głównych stacji metra ozdobić zdjęciami artystów, którzy tworzą w Brukseli, chociaż Belgami nie są. Autorem zdjęć jest jeden z najlepszych fotografów Belgii, Stephan Vanfleteren, pozowali mu m.in. fotografka z Francji, pisarz z Konga, tancerka z Ghany, marokański poeta i raper, brazylijski muzyk i ja, pisarka z Polski. Reklamujemy belg?skie luksusowe marki, podczas sesji pozowałam z kultowymi torebkami Delvaux. Na otwarciu pojawił się król, ze świtą, a jakże (podczas rozmowy starałam się odpędzić skojarzenia z pewną bajką Andersena, bo to bardzo miły pan). Media belg?skie dały z otwarcia wystawy obszerne relacje, czuło się dumę z tego, że udało się oddać wielokulturowość Brukseli w artystycznej formie. Billboardy z naszymi zdjęciami są czarno-białe, oświetlone tak, że kojarzą się z kinem lat 20., 30., mają wisieć na Gare de l'Ouest przez dziesięć lat.

>>>

Marta Mizuro,

Zwierciadło, kwiecień 2010

Akcję swojej nowej powieści umieściłaś w Brukseli. Czy dlatego, że tam mieszkasz?

Mieszkam tam pięć lat, tyle, co poprzednio w Sztokholmie. Bruksela, ciepły środek Europy, była naturalnym wyborem po Skandynawii. Uwielbiam to miasto. Wzięłam tu udział w wystawie fotograficznej, pokazującej kilkunastu artystów tworzących w Belgii, którzy Belgami nie są. Nasze zdjęcia, autorstwa wybitnego belgijskiego fotografa Stefana Vanfleterena można oglądać w centrum Brukseli, na Gare de L'Ouest, będą tam wisiały przed 10 lat.
Bruksela jest miastem wielokulturowym, a to dla mnie bardzo inspirujące. Mam tu znajomych z całego świata, od Europejczyków, przez Kongijczyków, po Jamajczyków, nikt się nie dziwi różnym kolorom skóry, wyznaniom, orientacjom seksualnym. W teatrach gra się sztuki w jednym języku, a napisy wyświetla w trzech innych, podobno nawet msze są wielojęzyczne.

>>>

Rozmowa do „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”

Ewa Tenderenda-Ożóg,
Książki, magazyn literacki,
maj 2010

Kiedyś w jednym z wywiadów powiedziała Pani o tym, że historie o 30-letnich kobietach piszą 40-letni mężczyźni, dzięki czemu zamiast prawdy otrzymujemy stereotyp. Dlaczego więc uczyniła Pani bohaterem swojej książki właśnie mężczyznę, czemu postanowiła Pani wejść w męską skórę?

Bo dojrzałam do tego, żeby pogmerać w męskiej stronie własnej osobowości. Żeby nie zafundować czytelnikom stereotypu, wiele rozmawiałam z mężczyznami, dowiadywałam się, co czują. Jonathan, bohater "Nielegalnych związków" jest wiarygodnym mężczyzną, i na szczęście do stereotypu mu daleko - nie beka, nie stawia deski klozetowej na sztorc, stereotypowo doprowadzając tym żonę do szaleństwa. Żona też nie jest popularnym wyobrażeniem „żony" - zarabia na dom, jest mądra. Kochanka nie jest typową odławiaczką mężów, tylko fajną dziewczyną, skoncentrowaną na pracy. To nie są postaci czarno-białe i nie dają się zapędzić w telenowelowe schematy

>>>

„...takie rzeczy się dzieją”

Piotr Oleksy, Polki w swiecie.

Góralska muzyka, pierogi i bigos. Wielu Polaków na emigracji okazuje się być fanem tego wszystkiego, choć w Polsce górali nigdy nie słyszeli. To siedzi w nas tak głęboko i odzywa się kiedy jesteśmy daleko od domu, czy raczej będąc daleko, sami tego poszukujemy? Wchodzimy w formę, na zasadzie - skoro jestem emigrantem to muszę tęsknić za folklorem?

Dokładnie tak jak powiedziałeś. Gdy wyjeżdżasz z kraju, to tożsamość ci się trochę zaburza, zaczynasz odczuwać potrzebę określenia własnych granic. Jeszcze mocniej odczuwasz, że jesteś Polakiem i zadajesz sobie pytanie - co to znaczy?

>>>

Mężczyzna w kobiecie

Agata Michalak, Wysokie obcasy,

24 kwietnia 2010

Jak się odkrywa mężczyznę w sobie? To boli?

U mnie to wynikło samo z siebie - nagle po przekroczeniu pewnej liczby lat uznałam, że bardzo dobrze znam kobiecą stronę. Jest ciekawa, ale i oswojona. Męska strona natomiast zaczęła mnie drążyć i sama wychodzić na światło dzienne. Skupiłam się na obserwowaniu mężczyzn i tego, jak widzą świat. Rozmawiałam ze znajomymi, to były rozmowy bezpruderyjne i dość bezczelne. Próbowałam patrzeć na świat ich oczami - zdarzało się, że siadywaliśmy na ławce i wspólnie patrzyliśmy na kobiety. Zastanawialiśmy się na głos: dlaczego ta, a nie inna? Po jakimś czasie nie tylko w banałach, ale i w innych przemyśleniach doszłam do wniosku, że każdy ma w sobie męską stronę. Ja też.

>>>

Nielegalna rozmowa

Z Grażyną Plebanek rozmawiał Robert Ostaszewski

Dekada literacka, 2010 

Czy zdaje sobie Pani sprawę, że wydanie tu, w Polsce takiej książki jak Nielegalne związki wymagało sporej odwagi?

Że niby gorszę? Sto lat temu może i tak by to zostało odebrane, ale po Henrym Millerze optyka się zmieniła. Napisałam książkę, w której analizuję zmieniające się role społeczne, czyli idę konsekwentnie drogą myślową, którą wydeptuję od początku swojego pisania. Napisanie Nielegalnych związków wymagało nie tyle odwagi, co uczciwości pisarskiej wobec samej siebie. Jeśli temat wydaje mi się ważny, podejmuję go, niezależnie od tego, jak może zostać przyjęty.

>>>

Technika Czułego Pisania

O to, co wyłazi spod męskiej podszewki, o poetykę romansu, zdradę w nowoczesnych związkach, i poszerzanie językowych struktur erotycznych - Grażynę Plebanek pyta Marta Szarejko

Marta Szarejko: Głównym bohaterem "Nielegalnych związków" jest mężczyzna. Co z dziewczyńskimi powieściami?

Grażyna Plebanek: Mam taką teorię, że w pewnym momencie życia, po ogarnięciu się z rolą kobiety - matki, partnerki, żony - przychodzi moment poszukiwania. Uświadomiłam sobie, że mężczyzn znam "po łebkach" (śmiech), i że bardzo mnie interesuje, co oni myślą. Przyjacielskie zbliżenie się do mężczyzny w przyjaźniach damsko-męskich, czy właściwie męsko-męskich - bo to moja męska strona ujawnia się w tych przyjaźniach - to jest coś, co rozwija moją równowagę wewnętrzną.

>>>

Grażyna Plebanek – Agata Michalak

„Exclusiv" dla „Wysokich Obcasow"

Mało wiadomo o Twoim życiu osobistym, oprócz tego, że dużo się przemieszczasz. Czy to jakaś przemyślana strategia?

Pytaj - odpowiem albo i nie. [śmiech]

>>>

Wywiad - Olivia

Jonathan, bohater "Nielegalnych związków" ma piękną i mądrą żonę, dwoje dzieci. Dlaczego dopuszcza się zdrady?

Bo to, co przypomina kolorowy obrazek z reklamy margaryny - on, ona, słodkie dzieci - nie zawsze jest tym, czego ludzie pragną. Większość z nas dąży to tego, by znaleźć się na takim obrazku w roli głównej, ale gdy się to udaje, czasem okazuje się, że to nie nasza bajka, że nie daje nam to szczęścia, tego, które osiągnęlibyśmy wybierając w zgodzie z samą sobą, ze swoim wewnętrznym głosem. Nie tym wyuczonym, wyczytanym w książkach, pismach, przejętym z filmów o prostym scenariuszu życiowym. Dokopanie się do własnego głosu jest oczywiście wielkim życiowym zadaniem, nie przychodzi łatwo i odbywa się metodą prób i błędów. Mało kto się na to porywa.

>>>

Z czułością i precyzją

Magdalena Talik, www.kulturaonline.pl

 

„Nielegalne związki” to bardzo seksowna książka…

To dla mnie komplement. W Polsce brakuje książek, które podejmują temat ciała. A przecież w międzywojniu wątek cielesności interesował pisarzy, Zapolska, Gojawiczyńska pisały o tym odważnie, podobnie Nałkowska. Po wojnie w tej sferze nastało tabu. Mnie ten temat zajmuje od początku, od debiutu „Pudełkiem ze szpilkami", przez „Dziewczyny z Portofino", po „Przystupę". Przedstawiałam ciała dorastające, zmieniające się w ciąży, ciała czasem zmęczone, zbolałe. Teraz opisałam ciało szczęśliwe. Myślę, że warto odczarować język ciała w literaturze, bo język literacki nie radzi sobie z tą materią.

>>>

fot. Stephan Vanfleteren