Nielegalne związki - recenzja
autor: Damian Gajda
źródło: czytelnia.onet.pl

Megi, zaraz wracam

Latem, literatura erotyczna przeżyła prawdziwy rozkwit. Mieliśmy okazję poznać kilka ciekawych pisarek w stylu Catherine Millet. Były wśród nich między innymi polska autorka, ukrywająca się pod angielskim pseudonimem Arundati, Salwa an-Nu'amjmi ze swoim "Smakiem miodu" czy debiutantka – Charlotte Roche. Wszystkie wzbudziły duże zainteresowanie, udowadniając, jak wielką drogę przeszła erotyczna proza kobieca. Polskie pisarki też zaczynają eksperymentować z tym gatunkiem. Do Hanny Samson, Agnieszki Niezgody i Manueli Gretkowskiej dołącza Grażyna Plebanek. Jej czwarta powieść może przyprawić czytelnika o rumieńce na policzkach.



"Nielegalne związki" rozpoczyna akt seksualny dwojga bohaterów. Od początku zatem jesteśmy nasterowani na powieść z wątkiem erotycznym. Plebanek, która zazwyczaj pisze o kobietach, tym razem przygląda się mężczyznom. Przede wszystkim głównemu bohaterowi Jonathanowi, który skupia w sobie wiele sprzeczności. Z jednej strony uosabia patriarchalny wzorzec mężczyzny poszukującego kolejnych podniet, wykręcającego szyję na widok podwiewającej sukienki czy falującego biustu, a z drugiej jest poddanym żonie, udomowionym na siłę pantoflarzem. Te dwie maski, które Jonathan zakłada raz po raz fascynują w "Nielegalnych związkach" najbardziej. Dobrze przedstawiona jest konfrontacja pozoru (wzorowy mąż, co to pocałuje na przywitanie, pochwali nowy strój i wymarzony ojciec, który zajmuje się dziećmi, rezygnuje na ich rzecz z kariery zawodowej) z rzeczywistością (kiedy żona wyjeżdża, pod pretekstem wychodzi z domu, zostawia dzieci i chędoży w kościele swoją kochankę).

Plebanek inaczej niż współczesne pisarki opisuje mężczyzn. Jej bohater to połączenie postaci z powieści Charlesa Bukowskiego czy Philipa Rotha, gdzie mężczyzna jest wygłodniałym samcem, taksującym wszystkie kobiety, które pojawiają się na horyzoncie oraz pociesznego ojca i męża, który daje się udomowić i sprowadzić do roli kuchennego mocarza. Jest to nawet dość zabawny obraz faceta, który ulepiony został z kilku skrajnie różnych osobowości. Jonathan zaczął przyzwyczajać się do myśli, że czerpie siłę z dwoistości. Pod dwóch stronach barykady stoją: stabilizacja i przygoda, obie przeciągają bohatera na swoją stronę. Zresztą życie w zawieszeniu bardzo mu odpowiada. Bohaterowie "Nielegalnych związków" mają poczucie przejściowości, towarzyszy im ciągła ciekawość jutra. Przyjazd do Brukseli, nowe życie, znajomi, środowisko, sprzyja takiemu myśleniu. Megi i Jonathan czują się tutaj bardzo dobrze, nie chcą wracać do Polski, a jednak wciąż mają w pamięci taką ewentualność. Plebanek stworzyła nowy obraz życia polskich emigrantów. Dotychczas pisarze skupiali się przede wszystkim na trudach życia na obczyźnie, tymczasem w "Nielegalnych związkach" czytamy o świecie, w którym wszyscy chcielibyśmy żyć.
Dopiero teraz widać, jak twórczość Grażyny Plebanek, począwszy od jej debiutu, się rozwinęła. Bohaterem swojej najnowszej powieści pisarka uczyniła mężczyznę po rewolucji feministycznej, który musi odnaleźć się w zupełnie nowej dla siebie roli – househusband, a jednocześnie bardzo chce uciec od tego schematu. Plebanek zadaje sobie pytanie – czy we współczesnym świecie istnieją jeszcze takie kategorie jak "męskość" i "kobiecość" i gdzie przebiega granica między nimi. "Męskie" i "kobiece" było tak płynne, ciągle się zmieniało, sam był tego najlepszym przykładem. Nie silił się, żeby to nazywać. Bywał już w życiu outsiderem, może być i awangardą. To naprawdę świetna powieść demaskatorska z wypieszczonym tłem społeczno-obyczajowym.



fot. Stephan Vanfleteren