PRZYSTUPA
fragmenty

Maj w Szwecji to wdzięk przyrody zdobywającej na nowo i bez wysiłku przychylność ludzi obrażonych długą zimą. To zadośćuczynienie za listopadowe strugi deszczu, grudniowe ciemności, styczniowy mróz, lutową beznadzieję, marcowe zwodzenie cieplejszymi i lodowatymi powiewami, kwietniowy zastój, kiedy wydaje się, że zima nigdy się nie skończy. Maj przychodzi nagle: poranki drżą mlecznym światłem, południa oszałamiają kolorami kwitnących roślin, wieczory pulsują kląskaniem i godowym trzepotem.



W maju ludzie się cieszą (jeśli nie mają depresji), świętują przebudzenie do życia, piją na wesoło i odczuwają radosne mrowienie w pewnych partiach ciała. Uprawiają sporty, celebrują piękne widoki - tak jak rodzina Pani Słabej, która od początku maja w weekendy jadała posiłki na tarasie. Wyglądali bardzo malowniczo, samo patrzenie na nich było zdrowe i krzepiące. I jeśli przypadkowy przechodzień nie zerknął na karygodnie zapuszczony ogród, odchodził pełen nadziei, że świat nie jest ponurym grajdołem zaludnionym świrami. Jeśli sam nie był świrem.

Przechodzień, powiedzmy, "normalny", czyli przeciętnie dobrze zsocjalizowany, mógł ucieszyć się widokiem ładnej kobiety o słowiańskiej urodzie, długowłosej nastolatki pozbawionej pryszczy i jasnego chłopca bawiącego się u ich stóp drewnianą kolejką. Przechodzień mógł nawet nie zauważyć brakującego ogniwa w łańcuchu rodzinnym, mógł omyłkowo uznać za oczywisty szczęśliwy trójkąt, w miejsce szarpanego niesnaskami czworokąta.

Tyle przechodzień. Nam należy się wyjaśnienie w sprawie głowy rodziny.

Fin - duży, zwalisty i burkliwy, o białych włosach i karku żubra - codziennie rano wychodził do pracy z teczką i w szarym płaszczu. Wracał przed szóstą, przebierał się w domowe spodnie, koszulę i znikał w swoim pokoju. Obiady jadał w pracy, wieczorami zaś, kiedy dzieci kładły się spać, brał sobie coś z lodówki, bo sprzątając rano, Przystupa znajdowała w jego pokoju talerze z okruszkami i resztkami keczupu. Pod fotelem walały się zazwyczaj puszki po piwie, na stoliku stała miska pełna obierków po gruszkach. Obok leżał nóż - jego skórzana pochwa kształtem przypominała but, wierzchem zdobiony geometrycznym motywem kwiatów. Biała rękojeść miała pośrodku drewnianą wstawkę z nacięciami, ostrze zaś było długie na dziesięć centymetrów, błyszczące i bardzo ostre


© W.A.B

 
fot. Stephan Vanfleteren