DZIEWCZYNY Z PORTOFINO
fragmenty

Gdy Hanka stanęła w progu salki katechetycznej, miała ochotę zatkać uszy. Nikt nie mówił normalnie, wszyscy krzyczeli jeden przez drugiego i przepychali się między niewygodnymi ławkami. Kiedy wszedł ksiądz, otoczyli go, wyrzucając z siebie potoki słów. Powtarzali to, co powiedział Lenin o Mickiewiczu i jego rodzinie: "Opuścili Polskę na zawsze. Zdradzili".



- Czy to zdrada? - pytali. - Ta emigracja to ucieczka? Zdrada?!

Ksiądz popatrzył na nich w milczeniu i złączył ręce na brzuchu. Głosem, który znali z kazań, powiedział o "świadomym geście odmowy uczestniczenia w rzeczywistości kraju".

- Ale czy to zdrada?! - denerwowali się.

Doradził, żeby potraktowali ten gest w "wymiarze symbolicznym". Potem uśmiechnął się i dodał: "Gest przepowiadający nadejście stanu podgorączkowego, jeśli nie samej gorączki". Przycichli, ale za chwilę znów wybuchła wrzawa, a spory na temat zdrady i odmowy przybrały bardziej zacięty charakter.

Hanka przysłuchiwała się temu w milczeniu. Nie zamierzała opowiadać się po którejkolwiek ze stron, przykładać do kreowania Mickiewicza na symbol zdrady lub walki, bo nagle dotarło do niej coś innego. Chociaż wszyscy wokół kłócili się, to byli zgodni co do jednego - że "rzeczywistość jest haniebna". Tu, w dusznej salce, nikt nie miał co do tego wątpliwości, tu wszystko było jasne.

Rozejrzała się po rozgorączkowanych twarzach i poczuła mrowienie na skórze głowy. Podwójny świat, który z takim trudem budowała, rozpadał się z hukiem. Zdania z oficjalnej prasy i strzępy artykułów odbijanych na powielaczach zawirowały w głowie, racje ojca i księdza zderzyły się jak kawały kry. Chwyciła rękoma brzeg ławki. Musiała się określić - tu i teraz. Tu nie chodziło o to, "kto nie z nami, ten przeciw nam", tu szło o jej własny środek, w którym tyle miejsca zajmowały cudze śmieci. Wstała i spojrzała na rozgorączkowany tłum.

- Nie ma tak łatwo! - krzyknęła.

Po raz pierwszy od początku katechezy w salce zapadła cisza. Słuchali jej, nareszcie mogła mówić.

- Myślicie, że to takie proste? Myślicie, że wszystko w Polsce jest takie złe?

- A co dobrego zrobili komuniści?! - krzyknął chudy chłopak spod ściany.

- Chociażby szkoły - odparła.

- Szkoły były przed wojną!

- Ale nie dla wszystkich.

- To chyba dobrze - wzruszył ramionami. - Każdy ma co innego do roboty. Jedni budują mosty, a inni pasą krowy.

- Ale ja nie chcę paść krów! - podniosła głos Hanka. - Chcę się uczyć i...

- A kto będzie pasł krowy? - przerwał.

- Ci, którzy nie chcą się uczyć!

Ksiądz wstał i podniósł do góry rękę uspokajającym gestem.

- W jednym masz rację: to wszystko nie jest takie proste. Powiedziałbym więcej: jest trudne, o wiele za trudne. Za mało wiesz i za mało widziałaś, żeby zabierać głos w tej dyskusji.

- Widziałam to samo co on! A może i więcej! - Wycelowała palcem w chudego chłopca.

- Więc pewnie wiesz, że nie tylko komuniści zapewniają wykształcenie ludziom z uboższych warstw społecznych. Kościół zajmuje się tym od wieków.

- Ale...

- Ale co?! Zawsze możesz zostać zakonnicą, jak już przestaniesz być komunistką, no nie?! - krzyknął ktoś z tylnego rzędu.

Ksiądz znów podniósł dłoń w górę, ale śmiech toczył się już po salce, zagarniając kolejne rzędy. "Komunistka, komunistka!..." Rozejrzała się po otaczających ją twarzach. Tu nie było prowodyra, piętnowali ją wszyscy.

- Ko-mu-ni-stka! Ko-mu-ni-stka!! KO-MU-NI-STKA!!!...


© W.A.B

 
fot. Stephan Vanfleteren