DZIEWCZYNY Z PORTOFINO
fragmenty

Ostatniego dnia wakacji Mania wracała ze sklepu z pustą siatką. Nic nie udało jej się upolować. Weszła w przerwę między blokami i poszła alejką wijącą się między wyłysiałymi trawnikami. Tam, gdzie kiedyś stała hałda, leżał placek asfaltu, na którym miał powstać kort tenisowy. Kaplica ginęła w cieniu wielkiego kościoła, a strzelająca w niebo dzwonnica górowała nad osiedlem, przerastając pobliskie wieżowce.



Mania przeszła na drugą stronę ulicy. Budynki straciły wdzięk nowości, a boczne, ślepe ściany i wejścia do klatek upstrzone były niegramatycznymi napisami. Przebiegła wzrokiem w poszukiwaniu tej, do której weszła kiedyś, żeby nabrać wody do podlania sadzonki, ale nie umiała jej znaleźć. Skręciła za blok i otworzyła ze zdziwienia usta. Patyki zasadzone w czynie społecznym były większe od niej i chwiały się pod ciężarem liści.

Mickiewicz zaczepił ją parę dni temu. Czekał pod sklepem, a kiedy wyszła, poprosił, żeby spotkała się z nim tam, gdzie widzieli się pięć lat temu. Udała, że nie rozumie, o co chodzi, ale powiedział, że to bardzo ważne. Zdziwiła się, że czegoś od niej chce, bo od czasu kłótni pod sklepem ani razu ze sobą nie rozmawiali, a niedługo potem zobaczyła, jak odprowadzał do domu Izę.

Rozejrzała się - gdzieś tu powinien być, chyba się nie spodziewał, że będzie go szukać po piwnicach.

- Cześć - usłyszała za sobą.

Stał pod słońce, tak że widziała tylko zarys sylwetki w koszuli i spodniach. Najwyższy w klasie, wyglądał na więcej niż czternaście lat. Lenin mówił o nim "nasz mały prowokator" i kazał uważać na to, co mówi, jeśli chce za rok zdać do liceum.

- Cz-cześć.

Nic nie odpowiedział, tylko patrzył na nią, a przynajmniej tak podejrzewała, bo wciąż nie mogła dostrzec jego twarzy. Przełożyła siatkę do drugiej ręki i odchyliła się, stając na szerzej rozstawionych nogach, jak robiły kolejkowiczki, gdy ktoś chciał się przed nie wepchnąć.

- D-d-dlaczego ch-chciałeś... - zaczęła.

Przysunął się tak blisko, że poczuła zapach proszku Ixi bijący z koszuli. Podniosła głowę, ale słońce strzeliło prosto w oczy. Potrząsnęła głową i przetarła twarz rękami. Co tu właściwie robiła, pod szumiącymi drzewami, z dyndającą w ręku pustą siatką?

- Chcę, żebyś to wzięła.

W słońcu błysnął kawałek blaszki ze środkiem trochę bardziej wypukłym od reszty. Przypomniała sobie, jak Hanka mówiła, że Iza płakała w szatni, bo Mickiewicz ją "rzucił".

- Chcę, żebyś to wzięła - powtórzył.

Przesunęła się w bok i wreszcie zobaczyła jego twarz - inną niż w klasie, uroczystą. Tym razem z niej nie kpił. Uformował z blaszki kółko i delikatnie wsunął jej na palec.

Następnego dnia, gdy przyszła do szkoły z "pierścionkiem", dowiedziała się, że Mickiewicz wyjechał. "On i jego rodzice wyemigrowali - skrzywił się Lenin. - Opuścili Polskę na zawsze".


© W.A.B

 
fot. Stephan Vanfleteren