PUDEŁKO ZE SZPILKAMI
fragmenty

Poranne zebranie wypadło w porze karmienia Julka. Podłączyłam do prądu elektryczny laktator i przetoczyłam mleko z piersi do buteleczki, potem umyłam się, ubrałam w kostium i ze szpilkami w dłoni stanęłam nad dziecinnym łóżeczkiem.



Julek spał na wznak, z rączkami rozrzuconymi wokół głowy wciśniętej w miśka-mięciucha. Spod zadartej góry od piżamy wystawał goły brzuszek. Pochyliłam się nad nim i dotknęłam rozgrzanej skóry.
Z kuchni doleciał zapach gotowanego mleka. Wiedziałam, że niania wleje je sobie do kawy, bo Julek nie pił jeszcze mleka krowiego, a mimo to dałam się złapać na aromatyczne poczucie bezpieczeństwa. Poprawiłam kołderkę i na palcach wycofałam się z pokoju dziecinnego.
"Wszystko z Juleczkiem będzie dobrze, niech się pani nie denerwuje" - obracałam w myślach słowa niani, poprawiając w windzie rozmazany makijaż. Dobrze, że kupiłam wodoodporny tusz do rzęs.
Zebranie, na które trochę się spóźniłam, miało charakter strategiczny. Amerykańska pani dyrektor siedziała za biurkiem w kostiumie szytym na modłę wojskową, złamaną błyskiem złota kolczyków i bransolet, zastępca krążył wokół niej w bojówkach opinających młode pośladki, łechtane bezustannie wzrokiem szefowej.
- Wszystko naklarowane? - zapytała szefowa po godzinie nasiadówki. - Super! Wracać do work! - rozkaz brzęknął złotymi kółkami ozdób.
Podreptałam w stronę biurka. Szpilki dały mi w kość, chociaż była dopiero dziesiąta. O tej porze Julek powinien wyjść na spacer, żeby skorzystać z pięknej wrześniowej pogody.
- Mogłabyś zlokalizować tego palanta? - Usłyszałam za sobą głos zastępcy. - Podobno go znasz, a dobrze byłoby go mieć na konferencji prasowej. Mamy takie upominki dla dziennikarzy, że powinien napisać sensownie o naszym kliencie. Artykuł w największym dzienniku potrafi ruszyć rynkiem.
Na karteczce, którą mi wręczył, widniało nazwisko mojego byłego kochanka.
- On jest odporny na łapówki - powiedziałam, niechętnie przywołując w pamięci obraz starszego brata Bregovicia.
Zastępca uśmiechnął się, ukazując w policzkach dołki à la Matthew McConaughey.
- Nie wierz w takie rzeczy. Wszyscy biorą, tylko jedni mniej, a drudzy więcej - powiedział i dotknął lekko mojego ramienia. - Pierwszy służbowy telefon po przerwie, co? Pierwsze razy coś w sobie mają...
Kiedy zniknął za drzwiami gabinetu pani dyrektor, wykręciłam numer. Pierwszy telefon z pracy, nie byle co.
- Halo? - zapytał kobiecy głos po drugiej stronie.
- To ja - powiedziałam. - Jak Julek?
- Och, świetnie. Obudził się, wypił ładnie mleczko, przebrałam go i właśnie szykujemy się na spacer.
- A z butelki dobrze ciągnął?
- Bez żadnego problemu.
- Nie płacze?
- A dlaczego miałby płakać? Przecież krzywda mu się żadna nie dzieje. Niech pani pracuje spokojnie i niczym się nie martwi, ja tu sobie poradzę, niejedno już odchowałam...
"A ja żadnego" - pomyślałam i odłożyłam słuchawkę.


© W.A.B

 
fot. Stephan Vanfleteren