artykuły

Artykuł "Dziewczynka"
07.11.2006, wyborcza.pl

Kultura robi z nas bierne kobiety i agresywnych mężczyzn. Figura matki jest pasywna, figura ojca władcza.



Czternastoletnia dziewczynka jest dzieckiem, które czasem marzy o pocałunku. Urodzona w złym czasie i miejscu może być już żoną, matką albo prostytutką. Może też być ofiarą.

Dzieci, które razem szły do pierwszej komunii, podzieliły się - pięciu chłopców rozebrało w klasie koleżankę, dotykali ją rękami i słowami, weszli tak głęboko, że znienawidziła swoje ciało. Pozostali patrzyli. Dziewczynka nikomu o tym nie powiedziała, bo czuła się winna. Czuła się brudna, zła i winna. Wolała się zabić.

 

To koszmar ze snów każdej dziewczynki, kobiety. To lęk ojca i matki dziewczynki - żeby nie spotkała grupy mężczyzn, którzy rozbiorą ją i zgwałcą, upokorzą, zabiorą to, co tylko jej - ją samą.

Celowo powtarzam słowo "dziewczynka", bo ono bywa synonimem słowa "ofiara". Gwałt jest szczególnym rodzajem przemocy, czymś, co może zrobić mężczyzna kobiecie, nigdy odwrotnie. Dziewczynki w gimnazjach nie otaczają swojego kolegi, nie zdejmują mu spodni, nie symulują wsadzania mu w odbyt butelek. W Polsce jeszcze nie.

 

Kiedy mieszkałam w Szwecji, dzielnica Fisksätra miała bardzo złą opinię. Mieszkali tam Rosjanie, Polacy, Turcy, Arabowie, gangi walczyły ze sobą, co chwila wybuchała strzelanina, kogoś mordowano. Ale nic nie odda oburzenia, jakie wywołała informacja o powstaniu gangu dziewczyn. Wskaźnik przestępczości dla Fisksätra pozostał na tym samym poziomie, szok i wściekłość opinii publicznej do końca zszargał opinię tej dzielnicy.

 

Kim były te dziewczyny gangsterki? Ofiarami gwałtów, siostrami ofiar gwałtów, miały braci gwałcicieli? Co musi się stać, żeby kobieta założyła kastet i podkute buty, żeby wzorem postaci z gier komputerowych skopała napastnika, a potem skoczyła na niego i zgniotła mu żebra? Co muszą zrobić mężczyźni kobietom, żeby wychodziły na ulicę jak żołnierze i napadały "niewinnych"?

Cudzysłów nie jest prowokacją, jest faktem. Bo nie ma niewinnych. Kultura - to już truizm, ale nie w nietolerancyjnym kraju - robi z nas bierne kobiety i agresywnych mężczyzn. Figura matki jest pasywna, figura ojca władcza. Co innego uczucia religijne, niczyich uczuć nie zamierzam ranić - mówię o władzy. Jeśli religia daje kobiecie jako jedyną opcję stereotyp matki, jeśli państwo zatrudnia realne matki, a potem wyrzuca je z pracy, bo zaszły w ciążę, jeśli media lansują obraz sytych rodzinnością żon-matek, to czy wydaje się dziwne, że pięciu nastolatków otacza drobną dziewczynkę?

Ich jeszcze nikt nie otoczył, nie mają się czego bać, Fisksätra jest daleko. Tyle że świat się ostatnio kurczy...

Reakcje uczniów - "chłopaki chciały się pokazać", reakcja matki - "nie winię ich", reakcja ministra edukacji - do poprawczaka ich. Jak to interpretować? Po kolei: dzieci - wyuczona pogarda dla kobiety, poczucie bezkarności. Matka - chrześcijańskie miłosierdzie? Szok? Minister - siła w odpowiedzi na siłę. I jeszcze sugestia premiera, żeby w zakładach karnych dla młodzieży porządku pilnowali ludzie z rodowodem wojskowym.

 

Co wychowawcy z rodowodem wojskowym mogą zrobić piątce nastolatków, którzy zgwałcili dziewczynkę? Mogą im pokazać, że są silniejsi. Że na świecie są mężczyźni słabsi (nastolatki) i silniejsi (byli wojskowi). Kiedy chłopaki wyjdą z poprawczaka, znów będą "się chciały pokazać", to oczywiste. Możliwe, że skopią nawet samych byłych wojskowych.

Czternastoletnia dziewczynka marzy o pocałunkach tak jak w książce "Dla mnie to samo" Agnieszki Drotkiewicz. Nastolatka ma być operowana, doktor jest przystojny i pięknie pachnie, ona chce, żeby ją pocałował. Co ta dziewczynka czytała przed operacją - "Anię z Zielonego wzgórza", książki Musierowicz? A może "Władcę much"?

 

Virginia Woolf napisała "Własny pokój", o tym, że kobieta ma prawo mieć swoje miejsce na świecie. Własny pokój jest nami, jest naszym wnętrzem, do którego nikt nie ma prawa wejść. Jest pochwą.

Chłopakom nie wolno wchodzić do żadnego pokoju, gdzie nikt ich nie zaprasza. Żadnym chłopakom, ani tym, którzy "się pokazali" w Gdańsku, ani tym z byłej Jugosławii - "potwornym doktorom w czarnych maskach". Mimo że świat się kurczy.

 

W Szwecji, tam, gdzie dziewczyny tworzą gangi, na razie w dzielnicy Fisksätra i im podobnych do szkół mają być wprowadzone lekcje samoobrony dla dziewczynek. Jeśli dziewczynki nie dopuszczą do tego, żeby ich koleżankę otoczyło pięciu chłopców, zdjęło jej majtki i symulowało gwałt, nie będą może powstawały gangi dziewczyn na model tego z dzielnicy Fisksätra. Dzięki temu może chłopcy w Polsce, którzy teraz w szkole w Gdańsku niemal zgwałcili dziewczynkę, przez co popełniła samobójstwo, nie będą musieli odsiadywać kary w zakładzie pod nadzorem byłych wojskowych.

Chodzi o to, żeby zbudować godność - taką samą dla dziewczynek, jak i dla chłopców. Bo jak nie, to siła się siłą odciśnie i nie pomoże nawet chrześcijańskie miłosierdzie.



 
fot. Stephan Vanfleteren